Rozmawiać z kobietami

O żonie Hołowni, małżeństwach jednopłciowych, Polsce i naszej rPolskiej wkołozwałce

2020.05.29 20:01 pothkan O żonie Hołowni, małżeństwach jednopłciowych, Polsce i naszej rPolskiej wkołozwałce

Przemyślenia na temat posta kolegi u/SoleWanderer. Nie piszę w komentarzach pod nim, lecz tutaj oddzielnie - bo dyskusja zmieniła się w nieciekawą wkołozwałkę. Wszystko wokół wywiadu, którego pewnie nikt nawet nie przeczytał - bo raz, że wrzucono nie link, tylko skrinszot tytułu (jak to w GW, klikbajtowego) - a dwa, gdyby nawet był link, to pewnie wielu i tak by nie przeczytało (choćby dlatego, że paywall). Nie podoba się, to dółgłosujcie, wasze prawo.
Sam wywiad nie jest ogólnie najlepszy, widać brak doświadczenia i nieprzygotowanie. Z jednej strony świadczy to o szczerości poglądów, z drugiej... no, wypadałoby przewidzieć że takie pytania padną. Pod tym względem - zgadzam się, że to fail.
Ale przechodząc do cytatów - zacznijmy od ww. klikbaitu:
A różnicie się w podejściu do małżeństw jednopłciowych? Pani mąż otwarcie deklaruje, że ustawę legalizującą śluby gejów i lesbijek zawetuje.
  • Popieram związki partnerskie, jednak dla mnie małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny. To moje stanowisko, ale zdaję sobie sprawę, że pokolenie mojej córki będzie to już postrzegało inaczej.
Wydźwięk trochę inny, niż tytułowe "Żona Hołowni przeciw ślubom jednopłciowym. Nie znam osób tej samej płci, które planowałyby małżeństwo".
A wcześniej, przechodząc do tematu aborcji:
Przedstawicielka kobiet... Na stół prezydenta Hołowni ląduje ustawa rządu PiS zakazująca aborcji. Przed Pałacem Prezydenckim staje wielotysięczny tłum i krzyczy: „Pierwsza Damo, przemów”. Co pani mówi?
  • Jeśli miałabym być głosem kobiet, to po pierwsze zwróciłabym uwagę, że temat aborcji przykrywa inne obszary walki o ich prawa. Uważam, że mamy sporo do odrobienia w Polsce, zanim wypracujemy nowy kompromis dotyczący aborcji. To temat edukacji seksualnej, dostępu do antykoncepcji, równego podziału obowiązków domowych, wyrównania płac. Zaczynamy od końca, a powinniśmy dziś rozmawiać o podstawach równości. Ze względu na podziały w społeczeństwie obecna ustawa nie powinna być zmieniona.
Ze względu na podziały w społeczeństwie obecna ustawa nie powinna być zmieniona. Tylko zanim dojdzie do dyskusji na te tematy, PiS prędzej czy później z zamrażarki wyciągnie sprawę aborcji.
  • Siła kobiet opiera się na współdziałaniu. Byłoby nie fair, gdybym stanęła do nich bokiem. Zaprotestowałabym przeciw zaostrzeniu prawa do aborcji.
A co, jeśli sprawy pójdą w drugą stronę? Wyobraźmy sobie, że następny rząd tworzy lewica. Robert Biedroń mówi, że nie ma żadnego kompromisu, tylko jest piekło kobiet, które ciąże przerywają domestosem. Stanie pani za swoim mężem, który już zapowiedział, że zawetuje ustawę liberalizującą, czy za kobietami, które mówią: „zakończcie nasze piekło”.
  • Następne wybory parlamentarne są za trzy lata i mam nadzieję, że do tego czasu dyskusja na temat edukacji seksualnej już będzie za nami. Szymon też mówi, że to jego prywatna opinia i pewne rzeczy robi zgodnie ze swoim sumieniem, ale nie jest dyktatorem. (...)*
No i sęk w tym, że tutaj ma rację. Taka jest rzeczywistość - zarówno wobec prawa do aborcji, jak i małżeństw jednopłciowych. Obie kwestie mają poparcie mniejszości Polaków.
Do tego nic nie wskazuje na to, aby w najbliższym czasie pojawiła się większość parlamentarna zdolna powyższe wprowadzić. A bez tego opinia prezydenta nie ma większego znaczenia.
Więc na razie jedyne co na co można liczyć, to zatrzymanie zaostrzenia prawa aborcyjnego (to póki co się udaje) i wymuszenie egzekucji obecnego "kompromisu" (z czym bywa kiepsko), oraz wprowadzenie związków partnerskich. W tych kwestiach Hołownia jest w porządku, zapowiadał veto wobec pierwszego, oraz podpisanie drugiego.
A za pięć lat będzie moment na wybranie nowego prezydenta, i wtedy gdy klimat społeczny w sprawie ww. się (oby) zmieni, ta kwestia może mieć realne znaczenie przy wyborze.
po pierwsze zwróciłabym uwagę, że temat aborcji przykrywa inne obszary walki o ich prawa
No i tutaj znowu ma trochę racji. Aborcja i prawa LGBT to nie są najważniejsze problemy w Polsce, ani nawet (pierwsze) najważniejszy problem Polek. To są problemy, owszem realne, a co więcej symboliczne. Ale nie najważniejsze.
Na dzisiaj najważniejsze jest odsunięcie od władzy PiS, do czego koniecznym krokiem jest odsunięcie Dudy. Partii oraz kandydata, którzy nie tylko nie oferują jakichkolwiek postulatów postępowych, ale wręcz grożą krokiem wstecz. A w drugiej turze na dzisiaj trudniejszym dla Dudy (z dwóch pozostających w słupkach powyżej 10%) przeciwnikiem jest Hołownia właśnie.
submitted by pothkan to Polska [link] [comments]


2016.08.10 12:21 ben13022 Cappuccino z królem kairskich śmieciarzy. O biznesie, który daje 50 tys. zł miesięcznie.

To tutaj najgorsza profesja, zabbalini traktowani są trochę jak trędowaci w Indiach - omijani, pogardzani, niedotykalni. Ale nikt tego oficjalnie nie powie, po prostu żyją obok, są powietrzem, brudnym powietrzem.
Nie ma w Egipcie żadnych pojemników na recycling, to znaczy są, w turystycznych resortach przy drogich hotelach, ale i tam właściwie tylko na pokaz. Nikt ich nie traktuje poważnie.
W Aleksandrii stały kiedyś pojemniki na śmieci na nadmorskim bulwarze i w kilku parkach, ale wszystkie ukradziono. Od mniej więcej roku znowu są, na początku zamontował je na własny koszt McDonald's, później miasto dodało jeszcze trochę. Powoli znikają. Kradną biedacy, na metal, do skupów.
Touma ma wietnamski motorower z platformą. Na platformie dwa-trzy ogromne wory z przebranymi śmieciami, przede wszystkim plastikiem, papierem i potwornie cuchnącymi organicznymi resztkami. Wypatrujemy go z balkonu mniej więcej co tydzień, kiedy nazbiera się u nas pokaźna kolekcja plastikowych baniaków i butelek po wodzie mineralnej, gazet, opakowań i kartonów od żwirku dla kotów.
Touma zajeżdża na naszą uliczkę około południa, czasem sam, czasami z kolegą, odstawia pojazd i rusza na wielogodzinną penetrację okolicznych śmietników. Worki na platformie zostawia otwarte, schodzimy więc i wrzucamy do nich nasz cotygodniowy zbiór.
Przez kilka lat, wrzucając recykling do worów, tylko kiwaliśmy głową Toumie i jego koledze na powitanie, on podnosił dłoń i mruczał: szokran - dziękuję. Pewnego razu jednak Touma zwrócił się do mnie całkiem poprawną angielszczyzną, pytając o narodowość. Angielszczyzna egipskiego zbieracza śmieci natychmiast zapaliła u mnie lampkę w głowie: coś tu jest nie tak. Analfabetyzm w Egipcie sięga 30 proc., a wśród klasy robotniczej dużo więcej.
Piątek w krajach arabskich jest dniem wolnym, knajpy pełne są ludzi, a ulice pełne śmieci. Zaproponowałem mu, że przejdę się razem z nim. Wiedziałem, że się zaśmieje.
Trafił. Chałaga znaczy biały cudzoziemiec. Ironicznie, trochę jak w Polsce "Pepiczek". Gasus to szpieg. W Egipcie panuje obsesja szpiegów. Cudzoziemiec towarzyszący śmieciarzowi w pracy musi być szpiegiem albo dziennikarzem, a to bardzo blisko szpiega.
Jak zostaniesz śmieciarzem, to na całe życie
W niedzielę siedziałem na balkonie od rana, wiedząc, że "ta sama pora" w Egipcie nic nie znaczy, tutaj czas nie płynie liniowo jak na Zachodzie. Tutaj czas jest sługą człowieka. Wypatrywałem czerwonego pojazdu z workami, ale nie nadjeżdżał. Nagle zauważyłem jakiegoś faceta w dżinsach i jasnej marynarce machającego do mnie z miejsca, gdzie zazwyczaj parkował Touma.
Bo to był właśnie on. Wziąłem dyktafon i zszedłem na dół.
Nie poznałbym go nigdy na ulicy. Ogolony, pachnący, wąskie dżinsy, sportowa marynarka, T-shirt, wszystko uprasowane. Na Boga, na nogach miał wyglansowane brązowe drogie półbuty! W Aleksandrii wyglansowane drogie buty mają tylko basze - bogaci faceci.
Śmieciarze jak Touma nie pracują na etacie, ani państwowym, ani prywatnym. Działają sami. Według różnych wyliczeń dzięki ich pracy z aleksandryjskich i kairskich ulic znika od 70 do 90 procent wszystkich śmieci.
Przeżyłem kilka lat temu dwa kilkudniowe strajki zabbalinów i państwowej służby oczyszczania miasta. W środku lata, kiedy temperatura sięga 40 stopni. Był to koszmar gorszy niż rewolucja.
Bawwab to dozorca. Ale nie taki jak w Polsce. W Egipcie bawwab to człowiek instytucja. Pełni także funkcję strażnika, kuriera na posyłki, robotnika i opiekuna do dzieci.
Jestem rais zabbalin, czyli szef
Chwilę potem siedliśmy w nadmorskiej drogiej włoskiej kawiarni. Touma mnie tam zaciągnął, byłem zdumiony. Zamówił dwa podwójne cappuccino. Kawa w tej knajpie kosztuje horrendalne pieniądze, więcej nawet niż w Warszawie. Dopiero teraz zauważyłem na jego palcu złoty sygnet. No, wyglądał na złoty.
Przypomniał mi się Wiesław Wiernicki i jego książka "Wspomnienia o warszawskich knajpach", w której opisuje, jak przed II wojną portier nie wpuścił robotnika w eleganckim garniturze do drogiej warszawskiej restauracji.
Niestety, to po części smutna prawda. Ja ciągle jeszcze czasem mam kłopoty z odróżnieniem gorzej i lepiej urodzonych w Egipcie, ale Egipcjanie robią to wręcz automatycznie. Każdy tu wie, jak zwracać się do każdego, co komu wolno, co nie wobec "lepiej" czy "gorzej" urodzonego. Akcent, gesty, ruchy, mimika, aparycja, a przede wszystkim rysy twarzy określają i ustawiają w egipskiej drabinie społecznej człowieka niezwykle mocno. Ubranie jest rzeczą drugorzędną.
W czasie prawie ośmiu lat pobytu w Egipcie nie widziałem w przestrzeni publicznej ani jednego czytającego książkę człowieka. Raz jeden jedyny w mojej falafelowni kasjer czytał romans. W nielicznych księgarniach aleksandryjskich nie ma żadnej poważnej literatury. W Kairze jest lepiej, jest tam silna elita intelektualna, ale generalnie poziom czytelnictwa w tym 90-milionowym kraju jest bliski zera. Nie zawsze tak było, w latach 50. i 60. Egipcjanie czytali na potęgę, a socjalizujący prezydent Naser propagował wszelkie formy edukacji.
Historia zabbalinów sięga początków XX wieku, kiedy to do Kairu i Aleksandrii napłynęli w poszukiwaniu pracy mieszkańcy oazy Dahla leżącej na Pustyni Zachodniej. Znani jako wahija - muzułmańscy mieszkańcy oaz - zaczęli sprzątać borykające się z problemem śmieci przeludnione miasta, pobierając za to drobne opłaty od mieszkańców i właścicieli kamienic.
Ful to rodzaj gotowanego bobu - razem z chlebem stanowi najpopularniejszy i najtańszy egipski posiłek. Do dzisiaj sprzedawany za grosze z przenośnych wózków.
Świnie, nasze kochane świnie
Codziennie na aleksandryjskie ulice trafia ponad 3 tysiące ton śmieci. Część do kontenerów, a część prosto na ulice, tworząc góry odpadów. W weekendy, kiedy nie pracują państwowe służby oczyszczania, zabbalini mają najwięcej roboty.
Podobno pod względem wydajności w segregowaniu i utylizacji odpadów zabbalini nie mają sobie równych na świecie. Tylko śmieciarze z Bombaju i Manili osiągają podobne wyniki. Wydajność egipskich zbieraczy przewyższa szwajcarską.
Kiwnął głową.
W latach 30. i 40. XX wieku do Kairu i Aleksandrii napłynęła fala imigrantów koptyjskich z Górnego Egiptu. Oni to rozpoczęli w tych miastach hodowlę świń na większą skalę, sprzedając ich mięso licznym wtedy w Egipcie Europejczykom. Karmili je organicznymi odpadkami, które odkupowali od wahija, ale szybko ściągnęli ze wsi ubogich, bezrolnych Koptów, których zatrudnili jako zbieraczy organicznych resztek. To dlatego właśnie większość dzisiejszych zabbalinów to Koptowie.
W 2009 roku w Egipcie wykryto pierwsze przypadki świńskiej grypy. Ówczesny prezydent Egiptu Hosni Mubarak, bojąc się wybuchu epidemii, nakazał zabić wszystkie świnie w kraju - prawie 300 tys. sztuk. Niektórzy twierdzą, że zrobił to pod presją środowisk islamskich fundamentalistów, którzy nienawidzą świń jeszcze bardziej niż Koptów, Żydów i szyitów razem wziętych, i uważali, że świńska grypa to zemsta Allaha na nie dość religijnych Egipcjanach. Decyzja ta zaowocowała górami gnijących odpadów na ulicach, a przede wszystkim wywołała furię u zabbalinów i Koptów, hodowców świń. W koptyjskich dzielnicach dochodziło do demonstracji i starć z policją nazywanych czasem "świńską rewolucją", która - jak twierdzą niektórzy - dwa lata później przerodziła się w ogólnonarodową rewoltę i obalenie Mubaraka.
W Egipcie koszt wywozu śmieci wliczany jest w rachunek za prąd, są to ciągle bardzo małe pieniądze. Gdyby zreformować oczyszczanie egipskich miast, wprowadzić przymusowy recycling, większą liczbę kontenerów, zainstalować na ulicach kosze na śmieci, koszta wywózki odpadów wzrosłyby niepomiernie, a Egipt nie jest bogatym krajem. Mimo to władze egipskie w 2003 roku zakontraktowały firmy z Hiszpanii, Włoch i Francji do oczyszczania egipskich ulic. Nie zdało to jednak egzaminu, bo pociągało za sobą podwyższenie kosztów wywózki śmieci, a Egipcjanie nie chcą płacić za takie duperele. Zabbalini i tak za darmo wywiozą wszystko - mówią, ciskając śmieci na ulice, czasem nawet przez okna - i jeszcze będą zadowoleni, bo przecież z tego żyją.
Nikt tutaj nie myśli o środowisku naturalnym, to farmazony dobre na Zachodzie.
Trupy giną w oceanie śmieci
Szukałem wszystkiego, co dotyczyło plastiku i organiki. A, wiesz, to wszystko mogłem przeczytać tylko po angielsku, bo po arabsku to prawie nic nie ma. Spałem z rodziną na górze plastiku, wynająłem mały placyk i tam składowałem organikę, to jest taki smród, że normalny człowiek nawet tego sobie nie może wyobrazić. Zabbalini mieszkają obłożeni resztkami organicznymi, umierają od tego syfu, to jest jedna wielka choroba. Ja miałem swoje resztki kilkadziesiąt metrów od domu. W mieszkaniu tylko plastik, on jest niegroźny, i do tego tektura, trochę aluminium i metal, ale przede wszystkim plastik
Mam już kilku deweloperów
Fathalla to sieć aleksandryjskich supermarketów.
Chwila milczenia. Mój zabel macha na kelnera i zamawia dwa tiramisu, nawet nie pyta mnie, czy chcę.
Nagle zaczyna płakać, ale tylko przez chwilę, bardzo krótką chwilę. Nie wiem, co mam powiedzieć, milczę.
I on milczy. Tak siedzimy sobie i patrzymy na morze. Wzburzone.
Przyglądam się jego sygnetowi. Jest na nim koptyjski krzyż.
źródło: http://wyborcza.pl/duzyformat/1,151082,19673257,cappuccino-z-krolem-smieciarzy-o-biznesie-ktory-daje-50-tys.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]