Jest tam więcej chłopców i dziewcząt na świecie

Nowa Zelandia w czasie II wojny światowej przyjęła 732 polskich sierot-uchodźców wraz z setką opiekunów

2018.04.01 01:39 onesadlittleboy Nowa Zelandia w czasie II wojny światowej przyjęła 732 polskich sierot-uchodźców wraz z setką opiekunów

Wiele lat później przeprowadzono z tymi dorosłymi już mieszkańcami Oceanii rozmowy, w których poproszono ich o powrót pamięcią do swoich uchodźczych przeżyć. Jest to poruszająca lektura. Fragmenty wspomnień kilkunastu różnych osób, które złożone razem pozwolą zrozumieć, czym była ta pomoc, jak wyglądało odzyskiwanie przez dzieci dzieciństwa i jak wyglądał obóz dla polskich uchodźców w Pahiatua.
PAHIATUA, 1944
„W Pahiatua czekało wielkie powitanie, grała wojskowa orkiestra, robiono zdjęcia, a wokół stały tłumy uśmiechniętych i przyjaznych ludzi. Poczuliśmy się mile widziani.” (1)
„Wieże obserwacyjne przestraszyły nas nieco, ale później je rozebrano. Były one pozostałością wcześniejszego obozu dla internowanych.” (2)
„Gdy przybyliśmy, ujrzeliśmy wszędzie rzędy szarych, wojskowych baraków. Przywykliśmy już do obozów, ale ten był zgoła inny. Panowała tu cudowna świeżość – zielone trawniki, trochę drzew i jakieś szczególne poczucie szczęścia. Może powiem inaczej – nie było tu grozy ni strachu.” (3)
„Łóżka były ślicznie posłane i mieliśmy nawet kwiaty w pokojach. Dało się tu wyczuć serdeczność ludzi, którzy to wszystko przygotowali. Nareszcie poczułam się znów bezpieczna.” (4)
„Niedługo po przyjeździe podano nam pierwszy w Nowej Zelandii posiłek. Jakby cudem wszystkie 732 dzieci zdołano pomieścić w kilku salach jadalnych. Każde dziecko otrzymało talerz i ustawiło się w kolejce przed otwartą ladą z barwnymi i smacznymi potrawami. Byłam oszołomiona taką ilością jedzenia, bo do niedawna pamiętałam nieustający głód i ciągłe poszukiwanie żywności. Odruchowo chciałam ukryć jedzenie na potem, bo myślałam, że może nie być tego więcej po tak wspaniałym początku. Ale krążyła wśród nas nasza polska nauczycielka i zachęcała do jedzenia, zapewniając nas, że jutro będzie go pod dostatkiem.” (5)
OD PONIEDZIAŁKU DO PIĄTKU
„Porządek dzienny w obozie to: kościół, posiłki, lekcje, sport, sprzątanie, higiena i spanie. Natomiast wolny czas w soboty i niedziele wypełniony był różnorodnością zajęć.” (6)
„Przydzielono nas do klas. Niektóre starsze dzieci miały przerwane lata nauki podczas tułaczki i musiały nadrabiać w klasie z młodszymi.” (7)
„W Obozie mieliśmy własną, polską szkołę. Trafiłam do czwartej klasy gimnazjalnej, która była klasą mieszaną. Uczyliśmy się łaciny i angielskiego.” (8)
„Nauczycielka rozpoczęła pierwszą lekcję, mówiąc nam, że język angielski składa się tylko z pięciu samogłosek, które wymawia się na 18 różnych sposobów, z którymi musimy się zapoznać. Potem napisała na tablicy przykłady (…) Nie miałyśmy pojęcia, o czym ona mówi.” (9)
„Pamiętam swoją pierwszą lekcję angielskiego. Nie wiem, kto był bardziej zaniepokojony tym, co ma nastąpić, nauczycielka Nowozelandka, czy my. Gdy spotkałam ją po latach i wspominałyśmy życie w obozie, dowiedziałam się, że im też było trudno uporać się z nauczaniem w tej niezwykłej sytuacji. Tutejsi nauczyciele nie mieli doświadczenia w pracy z obcokrajowcami.” (10)
„Nasza nauczycielka, pani Neligan, zdecydowała, że musimy zacząć myśleć po angielsku.” (11)
„Nigdy nie zapomnę stania po lekcjach w kolejce po swoją dawkę tranu. Należało otworzyć usta i pani wlewała nam tę wstrętną mieszankę do ust, dając kawałek chleba dla zabicia smaku. Od tej pory nie znoszę tego smaku i zapachu.” (12)
SOBOTA I NIEDZIELA
„Czasami w soboty pozwalano nam chodzić do kina w Pahiatua, na popołudniowe filmy. Podczas seansu filmowego chłopcy wymykali się, aby „pożyczyć” na chwilę rowery nowozelandzkich rówieśników, które stały przed kinem.” (13)
„Niedziele w obozie były szczególnym dniem, bo odwiedzało nas wielu tutejszych ludzi, mieszkających nawet kilkadziesiąt kilometrów od obozu. Między nimi była grupa taneczna wytatuowanych Maorysów oraz szkoccy muzykanci ze swymi kobzami.” (14)
„Pewnego dnia do obozu zawitała maoryska trupa koncertowa. Wszystko było w porządku, dopóki nie zaczęli oni swojego tańca wojennego haka. Z wrzaskiem pobiegłam w stronę drzwi, a za mną koleżanki. W sypialni wskoczyłyśmy do łóżek i ukryłyśmy się pod kocami, pozostając tam aż do rana.” (15)
„Dostałam wstrząsu po ujrzeniu po raz pierwszy Maorysów – nigdy dotąd nie oglądałam ciemnoskórej osoby.” (16)
„W niedziele odwiedzali nas mieszkańcy okolicy. Odbywało się to jak na paradzie. Dziwiliśmy się, że tak dużo ich przychodziło. Dla wielu z nich były to jak wizyty w cyrku.” (17)
„Sami robiliśmy sobie zabawki, a teren wokół był wprost bajeczny – rzeka, dziewiczy busz oraz okoliczne farmy, na które robiliśmy wypady po rzepę, za co przepędzał nas gospodarz.” (18)
„W obozowej sali wyświetlane były regularnie kreskówki oraz filmy o kowbojach, Indianach i piratach. W pamięci utkwił mi szczególnie Żeglarz Popeye i jego szpinak. Czasem oglądaliśmy też filmy dokumentalne o wojnie. Pod ich wpływem zaczęliśmy wyrabiać własną broń: pistolety z kawałków drewna oraz miecze z gałęzi drzew i bawiliśmy się w „dobrych i złych”. Nieustannie kłóciliśmy się, czyja jest tym razem kolej grać rolę złych. Nikt nie chciał nimi być, bo ci zwykle musieli umierać.” (19)
„Szczególnie lubiłam muzyczne filmy, które potem starałam się odtworzyć śpiewając i tańcząc dla dziewcząt w naszym baraku. Było w tym tyle przyjemności, że warto było łamać przepisy o ciszy nocnej.” (20)
„Z grupy 732 dzieci, 308 to chłopcy w różnym wieku, z różnymi zdolnościami i z różnym pochodzeniem. Jedni bardzo poważni i pracowici, inni niefrasobliwi, kilku „zabijaków”. Niektórzy przodowali w gimnastyce i biegach, inni wyróżniali się w grze w rugby.” (21)
„Doświadczenia kulinarne w obozie nie były wyłączną domeną dziewcząt. Wielkim wyczynem wśród chłopców było zdobycie wystarczająco cukru ze stołówki dla przetopienia na lepką „mordoklejkę” na ognisku podczas wycieczek w wolne dni.” (22)
„Pamiętam swobodę, jakiej tam doznawaliśmy. Dzięki temu prawie całkowicie udało się mnie i zapewne wielu innym nadrobić utracone dzieciństwo” (23)
„Budowanie domków na drzewach, łapanie i ujeżdżanie owiec, wdrapywanie się na drzewa i wybieranie jaj z ptasich gniazd było częścią zaznajamiania się chłopców z przyrodą. Wielu z nich nabrało wyjątkowej wprawy w ukrywaniu wypadów do okolicznych sadów i pól z soczystą rzepą. Niekiedy farmer starał się złapać sprawców, ale oni zawsze umknęli jego pogoni. Czasami poszczuł ich psami, jednak i one musiały ustąpić, skomląc po serii strzałów z procy.” (24)
„Łowienie węgorzy i pstrągów na wędkę domowej roboty zawsze zachwycało. Któryś z chłopców zabrał się do tego z dynamitem, co było głupie oraz niebezpieczne i oczywiście spowodowało dochodzenie władz obozowych, a także policji.” (25)
„Szalałam ze szczęścia. Po dwóch latach chorowania na malarię i połykania tysięcy tabelek, po osłabieniu takim, że nie mogłam wejść po schodach, po ciągłych pobytach w szpitalach i straconych lekcjach, byłam nareszcie zdrowa. Mogłam chodzić po górach, kąpać się w rzece i grać w siatkówkę. Byłam normalną nastolatką.” (26)
„Do tych cudownych ludzi zaliczam liczne rodziny, które przyjmowały polskie dzieci na szkolne wakacje. Musiało ich to kosztować dużo cierpliwości, żeby zabawiać, uczyć, a może nawet znosić kaprysy emocjonalnie uszkodzonych przez wojnę dzieci, które nie rozumiały ich mowy.” (27)
Wspomnienia:
Henryka Aulich: 20 Janina Chrzczanowicz: 4 Henryk Dziura: 23 Halina Fladrzyńska: 2, 9, 10, Ryszard Gołębiewski: 18 Dioniza Gradzik: 26, 27 Józef Jagiełło: 19, Bogusław Januszkiewicz: 6, 13, 21, 22, 24, 25 Krzysztof Jasiński: 7, 17 Zenona Łakoma: 12, Janina Malczewska: 14 Irena Ogonowska: 3, 5 Maria Rombel: 8, 11, Czesława Szach: 16 Wanda Szczawińska: 15 Regina Zielińska: 1
Źródło: Całość indywidualnych wspomnień zebrana została w wydanej dziesięć lat temu książce: „Dwie Ojczyzny. Polskie dzieci w Nowej Zelandii. Tułacze wspomnienia”.
Fragmenty przygotowane przez portal uchodzcy.info
Według UNHCR, the UN Refugee Agency obecnie 51% wszystkich uchodźców na świecie to dzieci.
submitted by onesadlittleboy to Polska [link] [comments]